Cudny głos z Francji
Znowu miałem dłuższą przerwę, wybaczcie. Częściowo było to spowodowane moim brakiem czasu a częściowo awarią portalu. Więc czuję się trochę usprawiedliwiony.
Po przygodzie z intrygującą formacją Bubliczki, z Kaszub, pora wyruszyć za granicę. Tym razem celem podróży jest Francja. To właśnie z tego pięknego kraju pochodzi piosenkarka, która swoim głosem zjednuje sobie serca słuchaczy.
Zaz, a właściwie Isabelle Geffroy urodziła się w 1980 w mieście Tours. Karierę rozpoczynała jako wokalistka bluesowa w zespole Fifty Fingers, w 2001 roku. Rok później została wokalistką zespołu Don Diego. Wykonywali wspólnie rocka połączonego z muzyką latynoską a także z elementami afrykańskimi, muzyką arabską oraz andaluzyjską. Don Diego nie osiągnęli wielkiego sukcesu, dlatego piosenkarka w 2006 roku wyjechała do Paryża. Karierę w stolicy Francji rozpoczynała śpiewając w piano-barach oraz w kabarecie. Wraz z gitarzystą oraz kontrabasistą występowała na ulicy jeśli tylko miała chwilę czasu.
W 2007 roku Zaz podpisała kontrakt z wytwórnią Play On. W tym samym roku rozpoczęła współpracę z Kerredinem Soltanim. Jesienią 2008 roku Zaz wystąpiła na paryskim festiwalu Le Tremplin Generation France Bleu/Reservoir, a rok później wygrała ten sam festiwal. W 2008 roku Zaz wspólnie z pianistą Julianem Lifszyc, dała serię 15 kameralnych koncertów w Rosji. Tak rozpoczęła się jej światowa kariera. Do tej pory zagrała koncerty niemal na całym świecie, a miejsca, w których występy się odbywały nie były oczywiste. Przykładem może być charytatywny występ w kolumbijskiej kopalni soli. Nie są jej obce malutkie knajpki w Paryżu oraz sceny wielkich festiwali. Potwierdzają to jej występy na takich eventach jak chociażby Fuji Rock w Japonii, malezyjski French Art Festival w Kuala Lumpur czy Montreal Francofolies.
Koncerty Zaz to zawsze ogromna dawka pozytywnej energii, poczucia humoru a także emocji. Wspaniały głos, uroczy uśmiech i charyzma na scenie to elementy, dzięki którym wokalistka zjednuje sobie coraz większe grono fanów na całym świecie. Jeśli dodamy, że każdy muzyk z jej zespołu to perfekcjonista i ciekawa osobowość to całość nie może wyjść źle. W skład zespołu wchodzą: gitarzysta, grający na akustycznej gitarze, kontrabasista, perkusista oraz klawiszowiec. Jak widać nie ma tu rockowego instrumentarium, ale dawka energii może być porównywalna.
Koncerty to coś co Zaz uwielbia. Wydany został nawet album koncertowy artystki. Jednak studio to nie jest jej ulubione miejsce. Mimo to w jej dorobku są już dwie pełnowartościowe płyty. Debiut ukazał się w 2010 roku pod tytułem „Zaz”. Płyta zebrała mnóstwo pozytywnych recenzji co przełożyło się na jej dość duży, światowy sukces. Kolejnym albumem był równie pozytywnie przyjęty „Recto verso” wydany w 2013 roku.
Oba albumy są bardzo dobre. Oba albumy to mieszanka różnych gatunków muzycznych, głównie jazzu i soulu. Jednak nie można powiedzieć, że oba albumy są takie same. W końcu co za dużo to nie zdrowo.
Pierwszy album jest płytą cudowną. Od samego początku klimat płyty jest utrzymany w ciekawym stylu. Z jednej strony słychać tradycyjną piosenkę francuską, trochę kabaretowego polotu ale wszystko jest podane na niemal klasycznie jazzującym kawałku, a wokal trochę zachrypnięty ale wysoki może przywoływać skojarzenia z „czarnym” soulem. I chyba taki przepis był na całą płytę. Jeśli tak to sprawdził się rewelacyjnie. Płyta nie ma słabego momentu. Wesołe, energetyczne utwory przeplatają się z uroczymi balladkami. Radosny wokal w jednym utworze przechodzi do pełnego emocji i żaru śpiewu w innym. Brzmienie instrumentów jest doskonale wyważone. Słychać, że jest to album piosenkarki ale muzycy również mają tu czas dla siebie. Perkusja delikatnie nadaje rytm, kontrabas wypełnia tło swoją głębią a gitara oraz piano rysują wspaniałą atmosferę albumu od którego trudno oderwać uwagę a po jednym przesłuchaniu przychodzi ochota na następne i następne. Nie słychać, że na tym albumie artystka debiutuje w studio. Mamy do czynienia z dojrzałą płytą gdzie pierwszoplanowy jazz i soul potrafi ustąpić miejsca barowej piosence francuskiej.
Druga płyta Zaz, „Recto verso” jest również pozycją rewelacyjną. Klimat pierwszej płyty został przechwycony ale rozwinięty do bardzo intrygujących rzeczy. Po przesłuchaniu albumu zauważyć można, że obok jazzu wkradł się element popu. Nie jest to jednak zarzutem. Płyta zapewne trafiła w większy krąg odbiorców niż debiut. Obok klasycznego składu z pierwszej płyty, w brzmienia albumu weszły inne instrumenty. Mamy więc i skrzypce i saksofon czy trąbkę, można tu usłyszeć delikatnie grającą gitarę elektryczną i ciekawą brzmieniowo perkusję. Album dalej jest doskonałą mieszanką ballad z piosenkami, które wręcz rozsadzają energią. Jednak osobiście bardziej podoba mi się debiut. Polecam jednak obie płyty, warto porównać i zobaczyć jak wokalistka idzie do przodu.
Jej głos raz uroczo słodki, raz wesoło energiczny a raz pełen żaru oraz emocji nie pozwala o niej zapomnieć. Wpływ na jej śpiewanie miała muzyka całego świata, blues, jazz, folk z wielu regionów świata ale zawsze w tle była piosenka francuska. Obecnie Zaz ogłoszona została nową Edith Piaf. Ona sama jednak pragnie uniknąć takich porównań, gdyż jak mówi, śpiewa w zupełnie innych czasach. Pełna energii i pasji, kochająca podróże i muzykę. Kochająca ludzi i chcąca się z nimi dzielić swoimi piosenkami. Wspaniała wokalistka współpracująca z genialnymi ludźmi. Piękne piosenki, pełne uczucia i energii. W jej muzyce można się zakochać.
Maciej Juraszek