View Comments

Po dwóch latach procesja odbyła się tradycyjnie.

 

 

 

 

 

 

Dziś mogliśmy uczestniczyć w tradycyjnej procesji Bożego Ciała. Po dwóch latach przerwy wyszliśmy na trasę łączącą oba nasze kościoły.

 

proceja_bozego_ciala_2022

 

Niestety przez ostatnie dwa lata mogliśmy uczestniczyć tylko w procesji wokół nowego kościoła. W tym roku w procesji uczestniczyły tłumy parafian, przyjezdnych, dzieci, starszych. Tak jak trasa procesji połączyła oba kościoły tak w tym tłumie można było zobaczyć połączenie historii z teraźniejszością, tradycję z nowoczesnością, młodych i starszych, malutkie dzieci i osoby mające prawie sto lat.

 

Dziś można było zobaczyć mozaikę ludzi mieszkających na terenie naszej parafii. Kolorowy, rozmodlony, śpiewający, śmiejący, radosny tłum, który zszedł się z różnych zakątków Cięciny i Węgierskiej Górki pod monstrancję.  Tych wiele „kamyczków” spoiło się w jedną mozaikę, aby zademonstrować i przyznać się publicznie do  Jezusa. Dobrze, że po dwóch latach przerwy mogliśmy to zrobić, bo nieraz na co dzień przychodzi nam to z trudem. Miejmy nadzieję, że już nie powtórzą się obostrzenia z 2020 i 2021r., a my przypominając sobie dzisiejszą procesję łatwiej będziemy utożsamiać się z nie tylko tradycją ale wiarą.

 

Poniżej fotorelacja z procesji autorstwa R. Kurowskiego

 

Boże Ciało 2022

 

 

Dla przypomnienia film z procesji od 2009 do 2019 – sprzed pandemii. 

 

 

Kard. Krajewski, dziś jałmużnik papieski, a wcześniej ceremoniarz Jana Pawła II wspomina jak Jan Paweł II czcił i wierzyła w obecność Jezusa w eucharystii.

 

 

Jałmużnik papieski wspomina ostatnie Boże Ciało Jana Pawła II. - W pewnym momencie Ojciec Święty się odwrócił i już o nic nie pytał: „Tam jest Pan Jezus! Ja chcę uklęknąć!” - usłyszałem (...) To było dla mnie ogromne, dramatyczne przeżycie… - mówi kardynał. Konrad Krajewski.

Pamiętam ostatnie Boże Ciało w życiu Jana Pawła II. W Rzymie, wieczorem, Msza Święta sprawowana jest w  bazylice Świętego Jana na Lateranie, a  później procesja idzie do bazyliki Matki Bożej Większej. Papież jechał w samochodzie.

Był widoczny dla wszystkich. Siedział przed Najświętszym Sakramentem, bo już nie mógł klęczeć. Klęczałem z arcybiskupem Marinim obok Jana Pawła II. W pewnym momencie Ojciec Święty dał nam znak chusteczką. Zbliżyłem się do niego. Powiedział, że chciałby uklęknąć. Zadrżałem. Mówię: „Ojcze Święty, może troszkę później, bo samochód trzęsie i droga jeszcze daleka”.

Ojcu Świętemu to się nie spodobało. Ale zaakceptował to, co powiedziałem. Chwilę później znowu dał znak chusteczką: „Może jednak uklęknę” – powiedział. „Ojcze Święty, droga jeszcze daleka, może na wysokości kościoła Redemptorystów?” – odpowiedziałem z drżeniem i usłyszałem charakterystyczne mruczenie. Tak robił Papież, gdy coś mu się nie podobało. Wiedziałem już, że żartów nie ma.

W pewnym momencie Ojciec Święty się odwrócił i już o nic nie pytał: „Tam jest Pan Jezus! Ja chcę uklęknąć!” – usłyszałem. Z arcybiskupem Marinim pomogliśmy mu wstać i uklęknąć na klęczniku. Nie było to łatwe, bo Jan Paweł II zawsze był potężnym człowiekiem. Niestety, Ojciec Święty złapał się klęcznika z  całej siły, ale nie mógł się utrzymać.

Ta chwila adoracji trwała może dwadzieścia sekund. Po tym czasie powiedział: „Jednak usiądźmy”. To było dla mnie ogromne, dramatyczne przeżycie…

Jan Paweł II wskazywał, że jeśli jest Najświętszy Sakrament, czyli Bóg pod postacią chleba, to nasza postawa powinna być bardzo pokorna, na kolanach, żeby oddać cześć Bogu. Niestety, ciało nie odpowiadało tej wiośnie, która była w Ojcu Świętym. Fizycznie nie mógł dokonać tego, czego duch w nim chciał.

 

Źródło deon.pl

 

 

fiddler