View Comments

Przemienieni po "Górze" w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej

 

 

 

 

 

 

 

Wczoraj zaczęli, dziś skończyli Ekstremalną Drogę Krzyżową.  Przyjęli zaproszenie i wyzwanie, które w EDK jest duże, szczególnie na górskiej trasie i zwłaszcza wczoraj w nocy. 

 

edk_2026

 

Suche dane techniczne:

W EDK 2026 Rejon Węgierska Górka wzięło udział 120 osób. Najwięcej do tej pory. Była to trzecia edycja Ekstremalnej Drogi Krzyżowej rozpoczynajacej się w naszej parafii. Oprócz osób z naszej parafii Cięciny i Węgierskiej Górki byli uczestnicy z ościenych miejscowości, a także z wielu miejscowosci z całej Polski. Między innymi z Warszawy, Lewina Brzeskiego, Rybnika, Rudy Śląskiej, Żor, Książenicy Katowic. Była też jedna Pani z Ukrainy. Ekstremalna Droga Krzyżowa rozpoczęła się od mszy św. o godz. 18.00 w kościele Przemienienia Pańskiego, którą między innymi koncelebrował ksiądz z diecezji opolskiej, jeden z uczestników EDK. Przed godziną 19 wyruszyli śmiałkowie  w ciemną noc grupami, samotnie na spotkanie z Bogiem w 14 krokach.  

 

Trasa przebiegała po masywie Baraniej Góry. Długość, przewyższenia, czas - jednej z podgrup - przedstawia poniższy filmik.

 

 

Wczoraj pogoda nierozpieszczała. Ekstremalna Droga Krzyżowa była przez to jeszcze bardziej ekstremalna i.... w krótkim filmiku poniżej zdjęcia wykonane przez uczestników przedstawiają wczorajaszą noc.

 

 

 

Tyle suchych danych i statystyki. Jednak jak opisać tę wczorajaszą noc, jako uczestnik, wędrowiec, pokutnik, etc...

 

edk_2026

 

Nie miałem zamiaru brać udziału w EDK. Wcześniej planowałem wziąć udział w Rowerowej Drodze Krzyżowej, która jest organizowana przez grupę Rozkręć Wiarę z sąsiedniego Wieprza. Dlaczego? Bo już byłem trzy razy, lubię jeździec na rowerze i już to znam, wiem czego mogę sie spodziewać. Jakiś komfort psychiczny i fizyczny. Oczywiście po górach, również lubię chodzić, a trasy ponad 30 km i nawet więcej nie są mi obce. Jednak nie byłem przekonany do EDK. W ciągu roku znajomy namawiał mnie, aby wziąć udział już we wcześniejszych edycjach, jednak gdzieś decyzji nie było. W tym roku ze względu na nieplanowane wydarzenia w naszej rodzinie, Rowerowa Droga Krzyżowa nie mogła sie odbyć w moim wykonaniu. Więc żona namówiła mnia na EDK.

 

Powiem szczerze, że do końca nie byłem przekonany. Zapisałem się dopiero w czwartek w nocy. Bardziej przez....no właśnie wtedy nie wiedziałm. Dziś po tej wyjątkowej nocy już wiem. Jest takie przysłowie "Człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi". W moim przypadku tak właśnie było. Coś innego planowalem, a Pan Bóg zrobił zmianę, bo wie co na końcu będzie dla mnie dobre. To gdzieś człowiek wie, ale takie przypomnienie od czasu do czasu, a zwłaszcza w takich okolicznościach pomaga i utwierdza w przekonanu, że powyższe przysłowie jest prawdziwe, a co jest dobre dla nas, to Pan Bóg wie najlepiej.   

 

edk_2026

 

Wyruszyłem z podgrupą około 10-15 osób, które znam od lat i które dopiero co poznałem. Droga Krzyżowa zaczęła się od parkingu przy kościele jak każda górska wycieczka. Rozmowy o niczym i o trasie. Jakieś dowcipy, kawały, śmiech i ogólnie pytanie jak to dziś w nocy będzie, bo pogoda była tutaj na dole "pod psem". Muszę się przyznać, że jeszcze w Przybędzy zastanawiałem się nad tym, aby zawrócić. Iść spokojnie na drogę krzyżową o 20:00 w kościele, a później jakiś film w kinie albo serial - zostało mi do oglądnięcia dwa odcinki. Może lepiej wrócić, wyspać się, jutro finał ALS, na spokojnie wyspany pojadę, w ciepłym posiedzę. I tak dalej i tak dalej.

Na odcinku od mostu na Sole do Matyski było tysiąc myśli i pomysłów. Zwłaszcza, że pogoda ciągle zniechęcała, a w głowie jakiś głos podpowiadał zawróć. Poszedlem dalej. Sam nie zawrócę. Pierwsza stacja była na Matysce. Tyle razy byłem tam na górze. Ale wczoraj jak rozpoczęły się rozważania, pierwszy z 14 kroków do spotkania z Bogiem powiedzialem sobie, że już trzeba iść dalej. Pogoda załamywała się jeszcze bardziej. Deszcz zasiekał po twarzy coraz mocniej, wiatr coraz silniejszy. Na szczycie było nieprzyjmnie, zniechecająco. Poszliśmy dalej.

Druga stacja -  Przyjęcie krzyża- to zmiana. Zmiana w głowie i w otoczeniu. Tam zaczęła się piękna zima. Mróz, zamiast deszczu - śnieg, wszędzie biało - pięknie. W środku decyzja. Teraz już napewno nie zawrócę. Idę w ciemność, która przy białym puchu zamieniła się w jasność, jeden drugiemu oświetlał drogę - bo trzeba było iść jeden za drugim, tam zaczęła się inna rzeczywistość.

Tam była już cisza, czas dla siebie. Szedłeś w grupie, ale tak naprawdę sam. W tej ciemości, pod górę, przy śniegu coraz wyższym, zaczęło się zmęczenie, większy wysiłek. Opad śniegu bijący po twarzy, szadź na ubraniu od potu i topniejącego śniegu od podwyższonnej temperatury ciała. Ogólnie organizm dzialał w innych niż zwykle warunkach. Niekomfortowych warunkach. Ale za to było dużo czasu na rozmyślanie, modlitwę, zastanowienie się nad tym co dotychczas. Tyle czasu do dyspozycji...

Po tej drodze, ekstremalnej drodze, doświadczyłem czegoś naprawdę wyjątkowego. I kolejne potwierdzenie, tego, że jeśli zaufasz Bogu to nawet wejście gdzieś w ciemność, w deszczu, wietrze, wielu niesprzyjających warunkach, na końcu jak dojdziesz do celu jesteś naprawdę... zadowolony, spełniony. Wiesz, że było warto. Dla mnie ta droga krzyżowa to było kolejne potwierdzenie na to, że nie warto dużo planować, szukać wygodnictwa, komfortu, bo po takiej drodze jest doświadczenie tego, że tylko dzięki Bogu , pomimo trudności, na końcu drogi będziesz zadowolony, spełniony, osiągniesz to co najważniejsze - swój cel.     

       

edk_2026

 

fiddler