- Szczegóły
- Opublikowano: 16 maj 2012
26. maja pierwszy Wiosenny Redyk w Cięcinie.
W imieniu organizatorów serdecznie zapraszamy 26. maja do Cięciny Górnej na Wiosenny Redyk (uroczyste wyprowadzenie owiec na hale).
Miejsce: Przegib - Butorzonka w Cięcinie Górnej
Ramowy program imprezy:
11:00 Msza święta w kaplicy na Butorzonce
12:00 Rozpoczęcie obrządku wyprowadzenia owiec na halę (polana na Przegibie)
13:00 Koncerty kapel góralskich: Hora, Grapa, Kapela Kompani Zbójnickiej z Cięciny
W trakcie imprezy jadło i napitki.
16:00 Zakończenie imprezy
Serdecznie zapraszamy.














Komentarze
DNO GÓRALSKIEGO OWCZARSTWA
Wie pan, na Słowacji mają kilkutysięczne stada. Nie ma porównania ? mówi Ewa Foik. Ja z tego żyję. Na tym zarabiam ? mówi Piotr Kohut, ale przyznaje: ? Owczarstwo w Polsce jest na dnie. To jest dno! Dlaczego Słowacy mogą, a my nie? Przecież to te same góry, te same tradycje! ? wypytuję panią Ewę Foik w jej cichym i spokojnym biurze, oglądając starannie kaligrafowaną Kronikę Stowarzyszenia Hodowców Owiec i Kóz i Producentów Zdrowej Żywności w Węgierskiej Górce. U nich zostały spółdzielnie, u nas nie. Dlatego ? twierdzi Ewa Foik. Na całym świecie państwo dopłaca do tego. U nas nie ? mówi Piotr Kohut. Ci, co produkują runo, sprowadzają wełnę z Nowej Zelandii, bo jest tańsza. Mięsa nie idzie sprzedać. Nawet regionalne restauracje nie są zainteresowane ? mówi Jan Żyrek. Nie tylko z Nowej Zelandii, ale i z Peru, z lam sprowadzają wełnę, bo im się bardziej opłaca, niż od nas wziąść ? dodaje Piotr Kohut. Upadek owczarstwa zaczął się w połowie XIX wieku, przez Habsburgów ? mówi Józef Michałek. ? Habsburgowie kazali zalesiać góry. Likwidowano pastwiska i sadzono drzewa. Do tego czasu, górale byli majętnymi ludźmi. Mówiono ?Kto ma owce, ten ma co chce?. W XIX wieku zaczął się nieporównywalny z niczym wcześniej w światowej gospodarce boom na bawełnę. Pewnie i to miało wpływ na spadek zainteresowania wełną. Potem coraz trudniej się było z owiec utrzymać. Zakopane poradziło sobie lepiej dzięki temu, że nauczyło się żyć z turystów. Sery, swetry, skarpety wełniane szły jak woda ? jako pamiątki z Zakopanego. W Istebnej ? opowiada Michałek ? jeszcze w latach 60. jak przyjechał turysta ze Śląska, to się go gościło! Górale śląscy i żywieccy szli do pracy w kopalniach, do fabryk. Na żywieckie i śląskie pastwiska przyprowadzano stada z Podhala ? kilkanaście stad po kilkaset owiec. Jeszcze w latach 80. na Żywiecczyźnie gospodarze dodawali do tych stad po kilkadziesiąt swoich owiec na wypas. Dziś dodają po kilka do kilku podhalańskich stad. Pan wie, ile kosztuje dziś skóra owcy? ? pyta Ewa Foik. ? Pięć złotych za sztukę. A żeby ją sprzedać, trzeba pojechać do Nowego Targu, bo tu nie ma punktów skupu. Moda na kożuchy minęła. Na mięso też nie ma chętnych. Nawet regionalne restauracje nie chcą tego brać, mimo promocji i degustacji, jakie organizują hodowcy. Owszem, na sery, bryndzę, bundz. Z tym nie ma problemu. Józef Michałek twierdzi, że złą sławę baraninie zrobiono w latach 80., kiedy w Polskę szło rzeczywiście niedobre mięso. W polskiej jagnięcinie gustują Włosi. Tony żywych jagniąt jadą do Włoch z Podhala. Włosi dopiero je ubijają.
Paradoksalnie oscypki są dziś wszędzie. W hipermarketach, w przejściach podziemnych na kramarskich stolikach, na dworcach, przy stacji kolejki na Szyndzielnię i w sklepie spożywczym na rogu. To nie są prawdziwe oscypki ? tłumaczą Piotr Kohut i Józef Michałek.
.
Myślę, że Ci co są w temacie to wiedzą kim jest Pan Piotr Kohut.
Całość jest tu:
http://boracza.blog.onet.pl/
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.