sobota, 13, czerwiec 2026

Każde spotkanie z nim było wydarzeniem pięknym, zdolnym poruszyć umysł  i serce.

Bez wątpienia Ci, którym dane było spotkać na swojej drodze Karola Wojtyłę, zgodzą się ze mną, ze każde spotkanie z nim było wydarzeniem pięknym, zdolnym poruszyć umysł i serce nie tylko osoby wierzącej.

Moje spotkania z Nim sięgają lat, kiedy był on jeszcze biskupem, później kardynałem. Są one dla mnie podwójnie istotne i bogate w sens, ponieważ łączą z jednej strony spotkanie z postacią o niezwykłej osobowości oraz wydarzenia związane z losami mojej parafii i jej kościoła. Aby nakreślić ducha owych czasów i umiejscowić wydarzenia w jego kontekście, w kilku zdaniach cofnę się w historie ostatnich dziesięcioleci.

Urodziłam się w 1935 roku, w położonej w samym sercu Beskidów parafii Cięcina. Pierwsze zapiski o wsi oraz kaplicy pochodzą z XIII wieku. Kaplica została z czasem rozbudowana, później powstał kościół. Wieś Cięcina jest najstarszą i największą wsią od Żywca po Słowację. Dała najlepszych synów do Legionów Marszałka Piłsudskiego. Parafianie Cięciny byli i są bardzo wierzącymi, o czym świadczą liczne powołania kapłańskie.

Tak jak już pisałam powyżej, parafia Cięcina była bardzo duża, w jej skład wchodziło kilka wsi: Juszczyna (do 1952), Bystra Żywiecka, Brzuśnik i przysiółek Węgierska Górka. Parafię tę odwiedził  opiekun księdza Karola Wojtyły, książę Stefan Adam Sapieha. Miało to miejsce przy okazji bierzmowania oraz wizyty u sparaliżowanego księdza proboszcza Makowskiego. W czasie choroby proboszcza, zarządcą parafii był pochodzący z Choczni (koło Wadowic), ksiądz wikariusz Jan Bryndza, przyjaciel księdza Karola Wojtyły. Po śmierci księdza Makowskiego, ksiądz Bryndza został proboszczem parafii Cięcina.

Po zakończeniu II wojny światowej, nastąpiły lata szczególnie trudne dla Polaków. Patrioci, którzy sprzeciwiali się „utrwalaczom” władzy ludowej byli likwidowani. Wyroki zapadały bez sądu. Po likwidacji tej grupy, przyszedł czas na likwidację księży i walkę z kościołem. Wydarzenia te przypadają na koniec 60-tych oraz lata 70-te. Tworzą się wówczas nowe fabryki, nowe osiedla, bez kościoła, zgodnie z komunistycznym modelem życia. W metropolii Krakowskiej powstają dwa wielkie zakłady metalurgiczne, jeden w Nowej Hucie koło Krakowa, a drugi w przysiółku Węgierska Górka. Jako oddzielna jednostka administracyjna, Węgierska Górka zaczęła istnieć dopiero od 1954, zabierając część Cięciny i tworząc Osiedlową Radę Narodową. Już wówczas istniała tam prężnie działająca partia komunistyczna. Rozrastał się zakład, przybywało mieszkańców i jednocześnie gorliwych komunistów.

W związku z tym zaistniała potrzeba budowy nowego kościoła, ponieważ istniejący kościół Św. Katarzyny był za mały, aby pomieścić wiernych. Trzeba więc było starać się o zezwolenie na jego budowę. Był to okres bardzo trudny, o czym świadczy fakt, że dwunastoletnie starania księdza proboszcza były ciągle bezowocne. Powstała więc grupa, która przyjęła trudy walki. W jej skład wchodziły dwie osoby z Górnej Cięciny, prawdziwi chrześcijanie i patrioci: Marcin Kania i Józef Dziedzic oraz ja, reprezentująca Dolną Cięcinę, która tej grupie przewodziłam.

Na ten właśnie okres przypada mój pierwszy kontakt z Karolem Wojtyłą, biskupem. 
Z pierwszego spotkania mam wspomnienia niezwykłej serdeczności i szacunku, z jakim Karol Wojtyła nas przyjął. Oddaliśmy honor osobie duchownej całując pierścień biskupi, po czym on zapytał nas po prostu, czy jesteśmy głodni, czy też mamy ochotę się czegoś napić. Oprowadził nas też wówczas po Pałacu Biskupów.

Walka o nasz kościół ciągle trwała. Mnożyły się nasze wizyty w Wojewódzkim Urzędzie ds. Wyznań, w Komitecie Wojewódzkim oraz w Wojewódzkiej Radzie Narodowej. Trwało to 8 lat. W okresie tym mieliśmy jeszcze jedną okazję znaleźć się u Karola Wojtyły dwukrotnie, kiedy to nasze spotkania w urzędach skończyły się wcześniej niż było przewidziane.

Za każdym razem, gdy ogarniało nas zwątpienie dodawał nam otuchy ciągle powtarzając: „Nie ma się czego bać, Opatrzność Boska Was strzeże. Będę się modlił, aby Wam się nic złego nie stało”.

Załatwienie zezwolenia ciągle stanowiło poważny problem, zwłaszcza że władze komunistyczne Krakowa były szczególnie wrogo nastawione do kościoła. Zwróciliśmy się więc do władz centralnych tzn. do Ministerstwa religii, Departamentu ds. Wyznań. Tam po wieloletnich trudach, dotarliśmy do Głównego Naczelnika ds. Wyznań, który powiedział nam: „Odchodzę, zostałem odwołany z mojego stanowiska. Ja jestem za słaby, żeby zmagać się z kościołem, jednak przyjdzie czas na wielką walkę z nim”. Polecił nam napisać oficjalne pismo do niego, Naczelnika i wówczas wyda nam jedno zezwolenie. Obawiając się, że komunistyczne władze Krakowa nie wyrażają na to zgody, poprosiłam go żeby od razu wpisał na nim parafię Cięcina. Dotrzymał słowa mówiąc „macie górale, warszawiacy nie są źli”.

Po otrzymaniu tej zgody pojechałam do Krakowa, do Urzędu ds. Wyznań, gdzie Naczelnik odmówił nam wydania zezwolenia, mówiąc, że musi po nie osobiście przyjść Kardynał Karol Wojtyła, żaden inny biskup.

W związku z tym udaliśmy się do Kardynała Karola Wojtyły, który po usłyszeniu naszej relacji zamyślił się przez chwilę, po czym mocnym, stanowczym głosem powiedział: „Pamiętajcie jedno, nigdy nie ugnę się przed Moskwą i Moskwa nigdy nie będzie rządziła. pojadę wam po to zezwolenie” i wtedy pamiętam, mój współdelegat trudów, Marcin Kania upadł mu do nóg.


Wspomnienia Katarzyny Kociołek

Źródło: Kalendarz Żywiecki 2009

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Kronika Cięciny

 
als logo

ALS Cięcina 2025

 
als logo
 
Akcja Renowacja
  


Nasi partnerzy


 
Arkom logo
rysianka_team
Żywiec Zdrój logo
mcd electronics
Przedszkole AKUKU
mcd electronics
 
Pomoc dla Marcina Walusiaka
Pomoc dla Majki Galica

Facebook

 fb

 
 
Pomoc dla Majki Galica
Pomoc dla Michała Gluzy
 
Pomoc dla Grażyny
Pomoc dla Grażyny Witos-Fabian

Komentarze | Ostatnio dodane

Fotoforum | Ostatnio dodane zdjęcia